Jak zacząłem oglądać seriale z netu, to właśnie w ten sposób. Było tyle zaległości... Więc na 1. ogień poszło "Battlestar Galactica" - 2 sezony. Potem 3 serie "4400", 1,5 serii "Prison Breaka", 1 seria "Jericho", 2 serie "Dextera", 2 "Californication", 2 "Big Love", 10 "Przyjaciół", wszystkie (bodajże 6) "Seks w wielkim mieście" i 1 seria "Damages". Niejedną noc spędziłem na oglądaniu takiego maratonu. Zupełne inne wrażenia niż oglądanie tradycyjne i to czekanie tydzień na kolejny odcinek. Szczególnie, kiedy akcja została przerwana w połowie. Pozdrawiam wszystkich serialowych maratończyków!