http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/_blank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/_blank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/pbg.gif

Gazeta.pl > film, seriale, aktorzy >  news

Wallander - pierwszorzędny kryminał

Wallander

Kenneth Branagh jako Wallander

Świat telewizji upomniał się o literacką postać Kurta Wallandera stworzoną przez Henninga Mankella. Na początku było to tylko w rodzimej Szwecji, gdzie produkcje o tym bohaterze powstają już od 1994 roku. Później tą postacią zainteresowała się telewizja w Anglii. Pierwsza odsłona brytyjskiego miniserialu ''Wallander'' była sukcesem. Podjęto decyzję o nakręceniu drugiej, która miała niedawno premierę. Właśnie tę serię będą mogli zobaczyć także widzowie w Polsce. Na kwiecień jest planowana emisja w kanale Ale Kino!. Pierwsza seria o szwedzkim policjancie zaprezentowana w Polsce we wrześniu ubiegłego roku stała na bardzo dobrym poziomie. (Spoilery!)

W serialach sensacyjnych i kryminalnych można zastosować kilka schematów. Akcja może toczyć się w szalonym tempie i obfitować w liczne zwroty akcji. Ale można też budować w dziele klimat, który będzie wciągał widza. I właśnie to rozwiązanie zastosowano w pierwszej serii. Nie oznacza to w żadnym wypadku, że ''Wallander'' jest nudny. Twórcy budują nastrój z którego potem rodzi się napięcie.

Wszystkie trzy części są świetnie nakręcone. Pierwsza seria ma bardzo dobrą warstwę wizualną, która jest w dużej mierze odpowiedzialna za klimat tego miniserialu. Zdjęcia są trochę wyblakłe, brakuje żywych kolorów. To odzwierciedla klimat miniserialu, w którym dominują smutek i rozgoryczenie.

Swoje zadanie spełnia tu także montaż. Twórcy wprowadzają widzów w miejsca, pokazując ich szczegóły jak np. przedmioty, które tam się znajdują. Nie raz zostają także włączone ujęcia z krajobrazem miasta Ystad. Widzimy również bohaterów podczas prostych czynności. Twórcy pozwalają widzom zobaczyć Kurta Wallandera jako zwykłego człowieka.

W budowaniu klimatu dużą rolę odegrała także bardzo subtelna muzyka. Nie ma w niej dużych fajerwerków. Spokojnie odtwarza nastrój i tempo opowieści.

Wszystkie powyższe elementy tworzą znakomity i wciągający klimat. Twórcy postawili na wykreowanie nastroju w tym miniserialu. To m.in. dzięki niemu ''Wallander'' prezentuje tak wysoki poziom.

 

 

Jednak warstwa wizualna sama w sobie nie uratuje dzieła, jeśli nie będzie miała wsparcia w historii. Tutaj jest jednak dużo bogatych treści. Zwraca uwagę zwłaszcza upadek wartości i ideałów, który przewija się przez wszystkie trzy filmy pierwszej serii. W filmie pod tytułem ''Fałszywy trop'', prominentni ludzie wykorzystują seksualnie młode i bezbronne dziewczyny. Druga część ''Zapora'' pokazuje anarchistów, którzy nie widzą już sensu w tym świecie i chcą doprowadzić do wielkiego krachu finansowego. W trzeci filmie ''O krok'' zabójcą okazuje się być listonosz, czyli osoba, którą każdy z nas bez obaw wpuszcza do domu. Cały świat uległ przewartościowaniu.

Czuje to także główny bohater Kurt Wallander (Kenneth Branagh w znakomitej kreacji). Ta postać jest zmęczona, przegrana i zrezygnowana. W ''Fałszywym tropie'' jest świetna scena, w której Wallander widzi z samochodu bójkę na ulicy. Bohater jednak nie reaguje tylko jedzie dalej. Prawdziwy zapał do tej pracy wypalił się już dawno. Teraz jest przeważnie odrętwienie i rutyna.

Jednak nadal są sprawy, które potrafią bohaterem wstrząsnąć. W ''Fałszywym tropie'' młoda dziewczyna podpala samą siebie na oczach Wallandera. Także w tym filmie główny bohater musi się zmierzyć z chorobą swojego ojca, który zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością.

W ''Zaporze'' Wallander prowadzi śledztwo w sprawie bestialskiego zabójstwa taksówkarza. Bohater w tym filmie zaczyna otwierać się na nowy związek po rozstaniu ze swoją żoną. Potem okazuje się, że kobieta z którą się spotykał, miała inne zamiary.

''O Krok'' przedstawia natomiast chyba historię najbardziej traumatyczną dla Wallandera. Główny bohater musi stawić czoła śmierci Svedberga, swojego przyjaciela z policji. Kurt zdaje sprawę z tego jak mało wiedział o człowieku, z którym tak długo pracował. Ten fakt dręczy głównego bohatera, ponieważ Svedberg mówił wszystkim, że Wallander jest jego najlepszym przyjacielem. Także w tym filmie mamy znakomitą scenę, w której Kurt pęka przed swoją córką, po tym jak był świadkiem śmierci młodej dziewczyny. W ''O krok'' dowiadujemy się również, że Wallander choruje na cukrzycę. To jest kolejny przykład na to, że w tej serii mamy do czynienia z człowiekiem z krwi i kości, a nie filmowym twardzielem.

Wallander

''Wallander'' zawiera w tych trzech filmach kilka już wytartych schematów tego gatunku. Jednak wykonanie tych scen nadaje im świeżość i realizm. W pierwszej serii są dwa takie przykłady. W ''Zaporze'' zawarto stary motyw, w którym kobieta spotyka się z głównym bohaterem, by wyciągnąć z niego informacje na temat sprawy. Potem główny bohater pojmuje, że został oszukany. Scena, w której wyznaje to swoim współpracownikom była jednak inna niż zwykle. Zaczęła się od długiego momentu milczenia, w którym Wallander przeżywa to, co się właśnie stało.

Innym momentem była finałowa konfrontacja w filmie ''O krok''. Na końcu zabójca włamuje się do domu głównego bohatera i chce zabić jego córkę. Ten schemat był zastosowany w niezliczonej ilości filmów i seriali. Tutaj poczucie banału zostaje szybko zniwelowane przez aktorstwo Branagha, które było bardzo przekonywujące i ludzkie.

Można trochę żałować, że te trzy filmy nie są nieco dłuższe. Wszystkie części miały około 90 minut. W świecie telewizji niestety jest to dość częsty format. ''Wallander'' byłby chyba jeszcze lepszy, gdyby miał jeszcze 10 do 20 minut więcej. Historie zawarte w tych trzech filmach wymagały trochę więcej czasu ekranowego. Ale ostatecznie ten brak nie jest jakąś szczególną wadą.

Trzeba oddać zasługi Henningowi Mankellowi, autorowi książek o Wallandrze. Nie czytałem jeszcze żadnej jego pozycji, więc zakładam dwa warianty. Twórcy miniserialu godnie przenieśli pierwowzór na ekran albo popsuli tę adaptacją w niewielkim stopniu. Piszę tak, bo znalazłem kilka komentarzy, w których widzowie zarzucili autorom, że wypaczyli niektóre elementy zawarte w książkach. Ja nie miałem takiego porównania, bo wszedłem w ten miniserial z czystą głową i bez oczekiwań.

Ten miniserial jest dziełem bardzo udanym i z niecierpliwością czekam na drugą serię filmów. Tym razem będę miał już wymagania.


Adam Lau

Dodaj swój komentarz:
Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.
Komentarze:
  • kinoman1 08.02.10, 11:39
    Oceniono 2 razy 2

    Uwielbiam angielską wersję "Wallandera" ale moi koledzy- fani powieści Mankella-zdecydowanie wolą szwedzki serial .Mnie wersja szwedzka podoba się, ale "nie porywa" . Wersja angielska jest bardziej mroczna( szczegolnie w warstwie wizualnej) , a mnie to bardziej odpowiada.

  • eve.nmnt 08.02.10, 09:50
    Oceniono 1 raz 1

    Ja bym jeszcze wspomniała o kamerze Red One, która naprawdę świetnie się sprawdziła. Wizualnie serial jest fantastyczny.

  • ratyzbona 07.02.10, 17:14
    Oceniono 4 razy 2

    Hmm co do poprzedniego wpisu - chodzi tutaj tylko o ekranizację angielską a nie o filmy szwedzkie. Uwielbiam angielskiego Wallandera ale z kilkoma rzeczami się nie zgadzam - przede wszystkim nie jest zasługą twórców że przedstawiają Wallandera jako zwykłego człowieka tylko materiału na którym bazują - trudno było by przedstawić Wallandera jako super herosa. Nie zgodzę się że filmy mogłyby być dłuższe - moim zdaniem 90 minut to akurat idealna długość ( i tak 2 razy dłużej niż zwykły serial kryminalny) - zwłaszcza że narracja prowadzona jest naprawdę wolno a sam film pełen jest scen które nie posuwają akcji do przodu - jeszcze pół godziny sprawiłoby że film stałby się dla widzów nie strawny. A i jeszcze tak na marginesie - można spokojnie napisać taki artykuł bez zdradzania najważniejszych elementów fabuły. Samo napisanie uwaga spoiler nie oznacza że można w tekście umieścić wszystkie ciekawe elementy fabuły poza nazwiskiem mordercy.A i tak na sam koniec - dobry recenzent nawet jeśli nie czytał książkowego pierwowzoru to się do tego nie przyznaje, świetny recenzent czyta pierwowzór żeby wiedzieć co jest zasługą osoby ekranizującej a co autora książki. Równie dobrze trzy brytyjskie Wallandery mogły być bez porównania gorsze od książkowego orginału

  • igis 07.02.10, 14:27
    Oceniono 4 razy 4

    Książki i poszczególne odcinki serialu różnią się w warstwie fabularnej. Niektóre wątki i fakty, zwłaszcza dotyczące życia prywatnego Wallanera, są poprzestawiane chronologiczne, nieco pozmieniane lub stworzone na nowo(np. Wallander nie miał zbyt dobrego kontaktu z córką). Między poszczególnymi powieściami jest zwykle kilka lat różnicy (a min. kilkanaście miesięcy); między odcinkami - kilka tygodni (?).Natomiast doskonale zachowano klimat, problematykę, malowniczość opisów Mankella. Serdecznie polecam ten cykl każdemu miłośnikowi dobrej powieści, niekoniecznie kryminalnej. Radzę jednak trzymać się chronologii, czyli zacząć od "Mordercy bez twarzy". Sama chętnie obejrzałabym ekranizację "Psów z Rygi", ale ich tematyka się zdeaktualizowała (Łotwa na progu przemian politycz-społecznych z początki lat 90. XX w.), więc chyba nic z tego...



Najnowsze
Rozgrzewka Hellcats - już po pierwszym odcinku

Rozgrzewka Hellcats - już po pierwszym odcinku

''To, że tu jesteś nie znaczy, ...

Najnowsze serialowe informacje

Najnowsze serialowe informacje

Jeśli z zainteresowaniem czeka ...

Erotyczna promocja drugiej serii Hunga

Erotyczna promocja drugiej serii Hunga

Jak promować serial o męskiej ...

Call me Fitz niedługo w Polsce? W Comedy Central?!

Call me Fitz niedługo w Polsce? W Comedy Central?!

Pamiętacie jak pisaliśmy, że M ...

Terriers: zaskakujący, błyskotliwy. Czarny koń jesieni?
Gotowe na wszystko - na lewo, na prawo, do przodu i...

Gotowe na wszystko - na lewo, na prawo, do przodu i...

Jak wygląda oficjalny plakat p ...

Zaskakujące sneak peeki z finału True Blood

Zaskakujące sneak peeki z finału True Blood

Zastanawiacie się jak się skoń ...